Galdeneon.
Drogi pamiętniku...
Ludzie często zastanawiają się nad sensem swojego istnienia. Zadają sobie idiotyczne pytania w stylu : czy dobrze zrobiłem wybierając się na te studia? Czy jeśli nie wyszłabym za mąż na niego moja kariera lepiej by się rozwinęła... Nie rozumiem tego . Skoro człowiek coś wybiera powinienem sto razy sobie przemyśleć czy to jest aby słuszne , a nie zastanawiać się za parę dni , miesięcy , czy może nawet lat co by było gdyby.
Ja niestety nie otrzymałam takiego wyboru. Od początku mojego istnienia gdzieś odgórnie jakby w jakimś kodzie mam zapisane, kim będę i co będę robić. Pomyślicie sobie oo pewnie rodzice jej zaplanowali przyszłość. Oj chciałabym. Prawda jest zupełnie inna, mroczniejsza i zagmatwana.
Nazywam się Tanganika Perssen i jestem uczennicą Instytutu Doldenika. Ktoś bardzo musiał mnie nie lubić że pokarał mnie tymi nadnaturalnymi mocami jakie posiadam. Dla moich przyjaciół to zaszczyt , a ja uważam że to obciążenie , które cięgnie się za mną i ciągnąc będzie aż do końca życia. Sama nie wiem po kim odziedziczyłam te moce, ale szczęśliwa z tego powodu na pewno nie jestem. Jakbym nie mogła być po prostu zwyczajnym nic nie znaczącym człowiekiem , który ma własną pracę, dom i rodzinę...
Dziewczyna przerwała pisanie w notatniku. Coś za wielkim oknem przykuło jej uwagę, zerknęła na nie uważnie ale nic tam nie dostrzegła - Jestem zmęczona - mruknęła sama do siebie , chowając zeszyt obity w kolorowy papier do szafki i zamykając go uważnie na klucz. Spojrzała na zegarek - 2 w nocy , no pięknie - pomyślała , po czym mozolnym ruchem wgramoliła się do łóżka. Już od kilku dni nie mogła spać. Gdy wszyscy kładli się o wyznaczonej porze , ona biegała po instytucie szukając wrażeń , albo tak jak dzisiaj pisała swoje przemyślenia na kartce w pamiętniku, którego strzegła jak oczka w głowie. Znajdowały się w nim jej ,, złote myśli" , narzekania na los oraz mroczne sekrety , o którym nikt nie wiedział. Kochała tą złoto- różową książkę , która dostała od swojej najlepszej przyjaciółki Lori. Wiąże się z tym tyle wspomnień, ale nie zawsze szczęśliwych. W końcu od tego jest pamiętnik, opisuje się w nim swoje wzloty i upadki, można się mu wyżalić nie mając obawy , że komuś przekaże sekret. Minus jest jeden . Czytając go po pewnym czasie przypominamy sobie wszystkie złe i dobre sytuacje i emocje, które opisywaliśmy wracają w zmożoną siłą...
-Widziałem ją przysięgam- Chłopak o czarnej czuprynie podniósł się gwałtownie z siedziska wymachując rekami - Była piękna. Miała takie ciemne włosy i słodki uśmiech- rozmarzył się- Przyjaciel spojrzał na niego jak na idiotę- Co się tak gapisz ? Ona tam była! Mówię Cię.
- Stary wyluzuj. Śniło Ci się po prostu- Blondyn próbował ostudzić entuzjazm kolegi , który zachowywał się jak w gorącej wodzie kompany.
- Na prawdę! Jeśli mi nie wierzysz ... Dobra nie wierzysz mi , ale mogę Ci to udowodnić.
- Jak ? - zapytał z kpiną w głosie chłopak. Jego oczy chytrze się śmiały , a na ustach pojawił się zadziorny uśmieszek łobuza.
- Ja sam nie wiem.. - zrezygnowany histeryk usiadł na krześle zakładając ręce na szyję . Zapadła niezręczna cisza. Przez ten cały czas obaj patrzeli w podłogę , jakby nie wiadomo co tak ciekawego na niej było.
- A więc mówisz- zaczął nie pewnie , lekko się podnosząc - Że w czasie snu przenosisz się do innego wymiaru ?
- Od godziny próbuje Ci to wyjaśnić Iwan - Brunet podniósł się głośno sapiąc , przybliżył się bliżej okna , patrząc na księżyc w pełni - Moje moce się wymykają spod kontroli. Ja nawet nie wiem , kiedy to się dzieje. Zamykam oczy i widzę wielkie miasto z tłumem ludzi na chodnikach i sznurkiem jadących samochodów. Wieżowców sięgających chmur , zółtych taksówek , które stoją w kilometrowych korkach. I zawsze ta sama historia jadę , jadę rowerem i upadam. Otwieram oczy chcąc się podnieść z ziemi , i nagle się budzę. Ale tego wieczoru , w tym niby ,, śnie" było inaczej . O mały włos nie rozjechałem dziewczyny..
- Osz ty piracie drogowy! - Przerwał mu rozbawiony Iwan. Skarcił go wzrokiem , a ten tylko wyszeptał ciche - Mów dalej .
-I ta dziewczyna się podnosi, otrzepuje i nagle patrzy mi w oczy. Patrzy mi w te oczy z takim zaciekawieniem, fascynacją . Potem szybko bierze swoją torebkę i ucieka do taksówki. Zadałem sobie pytanie ,,Kim jest ta dziewczyna? " i uwierz zamierzam na nie odpowiedzieć ! Tylko boje się , że już jej nie spotkam. - Zakończył swój monolog z posmutniałą miną. To coś co poczuł przez ten krotki moment było czymś niesamowitym. Ten uśmiech. Utknął mu w pamięci i przypomina się za każdym razem gdy zamyka oczy.
- Wydaje mi się , że możesz mieć omamy. Bo patrz , przemieszczanie czasoprzestrzenne wymaga niesłychanie dużo siły i energii i nie można tak po prostu zamknąć sobie oczu i być gdzie indziej. Chyba że ...
- Chyba że co?!
- Twoja siła jest tak wielka , że potrzebuje jakiegoś ujścia. Wiesz tak jak w rzece im więcej wody tym stan wód się podnosi, kiedy jest jej za dużo rzeka wylewa. Tak może być z Twoją mocą. Jest jej za dużo i kiedy zasypiasz ona się uaktywnia w ten sposób. Twoja dusza przenosi się do innego wymiaru, chociaż twoje ciało jest tu obecne.
- Co jeśli ta moc , się skumuluje i kiedyś wybuchnie ?
- W takim razie , nie chciał bym być blisko Ciebie Erkan. Moim zdaniem powinieneś powiedzieć o tym procesorowi Gabronowi.
- O nie! Tylko nie to! - Erkan prawie krzyczał. Yellobird przyłożył palec do ust , alby jego przyjaciel się uciszył.
- Szybko do łóżka! - krzyknął szeptem - Idą mentorzy.
Po chwili młodzi ludzie leżeli w swoich łóżkach przykryci szaro- brązowymi kocami. Jeden z mentorów poświecił w ich twarze latarkami, by upewnić się czy delikwenci śpią.
- Jestem pewien że stąd dobiegły te głosy. - Mruknął niezadowolony kurdupel z latarką.
- Oj Lupercie , stary jesteś i słyszysz glosy - zaśmiał się mu w twarz kompan .
- Kto się śmieje ten się śmieje ostatni... - Drzwi się zatrząsnęły , a glosy powoli cichły.
- Mało by brakowało - odwrócił się w stronę kolegi Ivan. - Hej ty śpisz ? - Nie dostał odpowiedzi, ponieważ młody histeryk , który jeszcze parę minut temu był wulkanem energii zasnął. - Czas spać - pomyślał Yellobird odwracając się w kierunku ściany.
-Witam drodzy uczniowie- Profesor Lupert wszedł na małe podwyższenie, sprawiające iż staje się wyższy niż w rzeczywistości przy jego 156cm to akurat dobre rozwiązanie. Na jego nieszczęście poślizgnął się robiąc w powietrzu ,, kujawiaka" wymachując śmiesznie rękoma wywołał uśmiech na twarzach studentów.
- Dalej profesorku! - Ktoś z końca sali krzyknął, wprawiając ludzi w dziki śmiech , a nauczyciela w zakłopotanie.
- Dosyć!- Jego piskliwy głos rozległ się po wszystkich zakątkach sali- Uspokoić się!
-Niech się pan nie denerwuje bo żyłka panu pęknie- Ach no tak. To wścibski Aron próbuje zirytować niskiego nauczyciela. Jego zabiegi jak widać okazują się skuteczne bo staruszek lekko poczerwieniał na twarzy. Nauczył machnął dwa razy rękoma.
- Spokój Carter! - Dodał a po chwili młody człowiek zaczął unosić się nad głowami studentów.
- Niech mnie pan puści! - Aron był przerażony kiedy zawisł 7 metrów nad ziemią.
- Przeproś- powiedział nadzwyczaj spokojnie Lupert.
- Przepraszam - wycedził przez zęby chłopak
- To nie wystarczy - Pokręcił głową belfer - Dam Ci Nauczkę na przyszłość - Carter zaczął obracać się wokół własnej osi jak na karuzeli. Wydawał przy tym przerażające okrzyki , podczas gdy uczniowie jak i sam kat padali ze śmiechu.
- Już koniec! Aaa! Bo puszcze pawia - mamrotał kręcący się dowcipniś. Faktycznie na twarzy trochę zbladł.
- On zaraz się na mnie porzyga! - krzyknęła przerażona dziewczyna z trzeciego rzędu. Po usłyszeniu tych słów kilka studentów rozpaczliwie zaczęło błagać belfra o danie spokoju i wypuszczenie jego kolegi. Każdy oczywiście robił to dla siebie, nikt nie chciał przez resztę dnia chodzić umazany śmierdzącą papką , jakie byłyby wymioty pana Cartera.
- Dobrze już koniec- powiedział wyraźnie zadowolony profesorek. Zaraz po kontakcie z podłogą młody pobiegł do drzwi wpadając równocześnie na dwóch spóźnialskich.
Ivan i Erkan spóźnieni wbiegli do klasy obijając się o lekko przerażonego i zzieleniałego kolegę.
- Co przegapiliśmy ? - Zapytał zaciekawiony blondyn zatykając za sobą ogromne pozłacane drzwi. studenci wybuchli śmiechem, a profesor rozkazał im zając swoje miejsca.
- To nie fair - mruknął niezadowolony Erkan zajmując krzesło - Zawsze jak nas nie ma dzieje się coś fajnego. A jak chociaż raz przyjdziemy na czas są takie nudy ...
- Albo kartkówka - wyszczerzył się zadowolony z niewiadomych przyczyn Yellobird.
-Następnym razem się nie spóźniajcie to nie ominą was takie ekscesy - Chłopcy jak na komendę odwrócili się.
- A ty to kto ? - zapytał lekko zirytowany Iwan
- Tanganika Perssen- Szatynka uśmiechnęła się ironicznie- Chodzę z wami na zajęcia od jakiegoś roku i serio...-zapytała z ironią - Zauważyliście mnie dopiero teraz ?
- Wybacz szalona kocico, ale nie interesujemy się laskami które spędzają więcej czasu na polowaniach niz my - Iwan posłał jej jeden z tych chamskich i wrednych uśmieszków , którymi raczył obdarzać ludzi, co nie sprawili na nim pozytywnego wrażania.
- Czyli jednak mnie znacie - spostrzegła dziewczyna przeszywając na wpół dowcipnisia i zbijając go nieco z tropu.
- To ty jesteś dziewczyną ? - Zapytał wrednie. Nie lubił jej. Ta dziewczyna wzbudzała w nim irytację , pomimo tego że znał ją zalewie parę minut. Był typem, który nie cierpiał dziewczyn mądrzejszych od siebie. Uważał od zawsze, że kobiety powinny być delikatne i bezbronne. ,,Nimi się trzeba opiekować "-zwykł mawiać, a taka Tanganika nie potrzebuje ochrony. Sama potrafi o siebie zadbać, świetnie poluje i pływa. Urodzona wojowniczka. Przy takiej kobiecie ego mężczyzny mogło by sporo ucierpieć. A on wolał nie ryzykować poniżeniu. Dlatego strategicznie zastosował w stosunku do tego bezbronnego stworzenia atak. Nie chciał wdawać się w dyskusję , ale że był człowiekiem kłótliwym nawet mała sprzeczka sprawiała mu radość.
- Jesteś chamem. - Zrobiło się jej przykro. Nie spodziewała się takiego zagrania. Nie była jak większość studentek z Instytutu. Kochała polowanie i była typem wojowniczki, nie bala się pobrudzić rączek, i myślała że to raczej imponuje niż obrzydza ale jak widać myliła się.
- Taki mój urok- dokończył złośliwie blondas wyciągając swój tablet.
- Jesteś skończonym kretynem - Odezwał się do tej pory milczący Erkan. - I ty się dziwisz, że nikt cie nie chce skoro zachowujesz się jak dupek. - Przyjaciel spojrzał się na niego pytająco, ale nic już nie mówił nie mogło przejść mu przez myśl, że jego najlepszy kumpel go upomniał. Że stanął w obronie dziewczyny. Poczuł się urażony i zdradzony. - Nie przejmuj się tym palantem. Kocha się kłócić zwłaszcza z płcią przeciwną.
- Dziękuję - Szepnęła Tanganika , która w geście wdzięczności zdobyła się na mały uśmiech chociaż do śmiechu jej wcale nie było. Chłopak popatrzał się na nią Jeszcze przez chwilę , po czym odwrócił się włączając laptopa i wysłuchując się w wykład profesora.
Tanganikę ogarnęło niesamowite zmęczenie pomieszane z zakłopotaniem i fascynacją? Fascynacja chłopakiem , który właśnie stanął w jej obronie przed irytującym kumplem? Myśli kołatały jej w głowie, nikt jeszcze jej tak wytrwale nie pocieszał. Mimo że to wszystko trwało ułamki sekund jej zdało się, że mijają wieki. Zmęczona z powodu braku snu w nocy osunęła się niezgrabnie na ławkę zamykając dwukolorowe oczy. Nawet ni zorientowała się kiedy zasnęła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz