wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 3. W obronie honoru

                                                                             Galdeneon.
                                                                
                                                                       Drogi pamiętniku... 

   Ludzie często zastanawiają się nad sensem swojego istnienia. Zadają sobie idiotyczne pytania w stylu : czy dobrze zrobiłem wybierając się na te studia? Czy jeśli nie wyszłabym za mąż na niego moja kariera lepiej by się rozwinęła... Nie rozumiem tego . Skoro człowiek coś wybiera powinienem sto razy sobie przemyśleć czy to jest aby słuszne , a nie zastanawiać się za parę dni , miesięcy , czy może nawet lat co by było gdyby.
Ja niestety nie otrzymałam takiego wyboru. Od początku mojego istnienia gdzieś odgórnie jakby w jakimś kodzie mam zapisane, kim będę i co będę robić. Pomyślicie sobie oo pewnie rodzice jej zaplanowali przyszłość. Oj chciałabym. Prawda jest zupełnie inna, mroczniejsza i zagmatwana.
   Nazywam się Tanganika Perssen i jestem uczennicą Instytutu Doldenika. Ktoś bardzo musiał mnie nie lubić że pokarał mnie tymi nadnaturalnymi mocami jakie posiadam. Dla moich przyjaciół to zaszczyt , a ja uważam że to obciążenie , które cięgnie się za mną i ciągnąc będzie aż do końca życia. Sama nie wiem po kim odziedziczyłam te moce, ale szczęśliwa z tego powodu na pewno nie jestem. Jakbym nie mogła być po prostu zwyczajnym nic nie znaczącym człowiekiem , który ma własną pracę, dom i rodzinę...
 Dziewczyna przerwała pisanie w notatniku. Coś za wielkim oknem przykuło jej uwagę, zerknęła na nie uważnie ale nic tam nie dostrzegła - Jestem zmęczona - mruknęła sama do siebie , chowając zeszyt obity w kolorowy papier do szafki i zamykając go uważnie na klucz. Spojrzała na zegarek - 2 w nocy , no pięknie - pomyślała , po czym mozolnym ruchem wgramoliła się do łóżka. Już od kilku dni nie mogła spać. Gdy wszyscy kładli się o wyznaczonej porze , ona  biegała po instytucie szukając wrażeń , albo tak jak dzisiaj pisała swoje przemyślenia na kartce w pamiętniku, którego strzegła jak oczka w głowie.  Znajdowały się w nim jej ,, złote myśli" , narzekania na los oraz mroczne sekrety , o którym nikt nie wiedział. Kochała tą złoto- różową książkę , która dostała od swojej najlepszej przyjaciółki Lori. Wiąże się z tym tyle  wspomnień, ale nie zawsze szczęśliwych. W końcu od tego jest pamiętnik, opisuje się w nim swoje wzloty i upadki, można się mu wyżalić nie mając obawy , że komuś przekaże sekret. Minus jest jeden . Czytając go po pewnym czasie przypominamy sobie wszystkie złe i dobre sytuacje i emocje, które opisywaliśmy wracają w zmożoną siłą...

-Widziałem ją przysięgam- Chłopak o czarnej czuprynie podniósł się gwałtownie z siedziska wymachując rekami - Była piękna. Miała takie ciemne włosy i słodki uśmiech- rozmarzył się- Przyjaciel spojrzał na niego jak na idiotę- Co się tak gapisz ? Ona tam była! Mówię Cię.
- Stary wyluzuj. Śniło Ci się po prostu- Blondyn próbował ostudzić entuzjazm kolegi , który zachowywał się jak w gorącej wodzie kompany.
- Na prawdę! Jeśli mi nie wierzysz ... Dobra nie wierzysz mi , ale mogę Ci to udowodnić.
- Jak ? - zapytał z kpiną w głosie chłopak. Jego oczy chytrze się śmiały , a na ustach pojawił się zadziorny uśmieszek łobuza.
- Ja sam nie wiem.. - zrezygnowany histeryk usiadł na krześle zakładając ręce na szyję . Zapadła niezręczna cisza. Przez ten cały czas obaj patrzeli w podłogę , jakby nie wiadomo co tak ciekawego na niej było.
- A więc mówisz- zaczął nie pewnie , lekko się podnosząc - Że w czasie snu przenosisz się do innego wymiaru ?
- Od godziny próbuje Ci to wyjaśnić Iwan - Brunet podniósł się głośno sapiąc , przybliżył się bliżej okna , patrząc na księżyc w pełni -  Moje moce się wymykają spod kontroli. Ja nawet nie wiem , kiedy to się dzieje. Zamykam oczy i widzę wielkie miasto z tłumem ludzi na chodnikach i sznurkiem jadących samochodów. Wieżowców sięgających chmur , zółtych taksówek , które stoją w kilometrowych korkach. I zawsze ta sama historia jadę , jadę rowerem i upadam. Otwieram oczy chcąc się podnieść z ziemi , i nagle się budzę. Ale tego wieczoru , w tym niby ,, śnie" było inaczej . O mały włos nie rozjechałem dziewczyny..
- Osz ty piracie drogowy! - Przerwał mu rozbawiony Iwan. Skarcił go wzrokiem , a ten tylko wyszeptał ciche - Mów dalej .
-I ta dziewczyna się podnosi, otrzepuje i nagle patrzy mi w oczy. Patrzy mi w te oczy z takim zaciekawieniem, fascynacją . Potem szybko bierze swoją torebkę i ucieka do taksówki. Zadałem sobie pytanie ,,Kim jest ta dziewczyna? " i uwierz zamierzam na nie odpowiedzieć ! Tylko boje się , że już jej nie spotkam. - Zakończył swój monolog z posmutniałą miną. To coś co poczuł przez ten krotki moment było czymś niesamowitym. Ten uśmiech. Utknął mu w pamięci i przypomina się za każdym razem gdy zamyka oczy.
- Wydaje mi się , że możesz mieć omamy. Bo patrz , przemieszczanie czasoprzestrzenne wymaga niesłychanie dużo siły i energii  i nie można tak po prostu zamknąć sobie oczu i być gdzie indziej.  Chyba że ...
- Chyba że co?!
- Twoja siła jest tak wielka , że potrzebuje jakiegoś ujścia. Wiesz tak jak w rzece im więcej wody tym stan wód się podnosi, kiedy jest jej za dużo  rzeka wylewa. Tak może być z Twoją mocą. Jest jej za dużo i kiedy zasypiasz ona się uaktywnia w ten sposób. Twoja dusza przenosi się do innego wymiaru, chociaż twoje ciało jest tu obecne.
- Co jeśli ta moc , się skumuluje i kiedyś wybuchnie ?
- W takim razie , nie chciał bym być blisko Ciebie Erkan. Moim zdaniem powinieneś powiedzieć o tym procesorowi Gabronowi.
- O nie! Tylko nie to! - Erkan prawie krzyczał. Yellobird przyłożył palec do ust , alby jego przyjaciel się uciszył.
- Szybko do łóżka! - krzyknął szeptem - Idą mentorzy.
    Po chwili młodzi ludzie leżeli w swoich łóżkach przykryci  szaro- brązowymi kocami.  Jeden z mentorów poświecił w ich twarze latarkami, by upewnić się czy delikwenci śpią.
- Jestem pewien że stąd dobiegły te głosy. - Mruknął niezadowolony kurdupel z latarką.
- Oj Lupercie , stary jesteś  i słyszysz glosy - zaśmiał się mu w twarz kompan .
- Kto się śmieje ten się śmieje ostatni... - Drzwi się zatrząsnęły , a glosy powoli cichły.
 - Mało by brakowało - odwrócił się w stronę kolegi Ivan. - Hej ty śpisz ? - Nie dostał odpowiedzi, ponieważ młody histeryk , który jeszcze parę minut temu był wulkanem energii zasnął. - Czas spać - pomyślał Yellobird odwracając się w kierunku ściany.

-Witam drodzy uczniowie- Profesor Lupert wszedł na małe podwyższenie, sprawiające iż staje się wyższy niż w rzeczywistości przy jego 156cm to akurat dobre rozwiązanie. Na jego nieszczęście poślizgnął się robiąc w powietrzu ,, kujawiaka" wymachując śmiesznie rękoma wywołał uśmiech na twarzach studentów.
- Dalej profesorku! - Ktoś z końca sali krzyknął, wprawiając ludzi w dziki śmiech , a nauczyciela w zakłopotanie.
- Dosyć!- Jego piskliwy głos rozległ się po wszystkich zakątkach sali- Uspokoić się!
-Niech się pan nie denerwuje bo żyłka panu pęknie- Ach no tak. To wścibski Aron próbuje zirytować niskiego nauczyciela. Jego zabiegi jak widać okazują się skuteczne bo staruszek lekko poczerwieniał na twarzy. Nauczył machnął dwa razy rękoma.
- Spokój Carter! - Dodał a po chwili  młody człowiek zaczął unosić się nad głowami studentów.
- Niech mnie pan puści! - Aron był przerażony kiedy zawisł 7 metrów nad ziemią.
- Przeproś- powiedział nadzwyczaj spokojnie Lupert.
- Przepraszam - wycedził przez zęby chłopak
- To nie wystarczy - Pokręcił głową belfer - Dam Ci Nauczkę na przyszłość - Carter zaczął obracać się wokół własnej osi jak na karuzeli. Wydawał przy tym przerażające okrzyki , podczas gdy uczniowie jak i sam kat padali ze śmiechu.
- Już koniec! Aaa! Bo puszcze pawia - mamrotał kręcący się dowcipniś. Faktycznie na twarzy trochę zbladł.
- On zaraz się na mnie porzyga! - krzyknęła przerażona dziewczyna  z trzeciego rzędu. Po usłyszeniu tych słów kilka studentów rozpaczliwie zaczęło błagać belfra o danie spokoju i wypuszczenie jego kolegi. Każdy oczywiście robił to dla siebie, nikt nie chciał przez resztę dnia chodzić umazany śmierdzącą papką , jakie byłyby wymioty pana Cartera.
- Dobrze już koniec- powiedział wyraźnie zadowolony profesorek. Zaraz po kontakcie z podłogą młody pobiegł do drzwi wpadając równocześnie na dwóch spóźnialskich.

  Ivan i Erkan  spóźnieni wbiegli do klasy obijając się o lekko przerażonego i zzieleniałego kolegę.
- Co przegapiliśmy ? - Zapytał zaciekawiony blondyn zatykając za sobą ogromne pozłacane drzwi. studenci wybuchli śmiechem, a profesor rozkazał im zając swoje miejsca.
- To nie fair - mruknął niezadowolony Erkan zajmując krzesło - Zawsze jak nas nie ma dzieje się coś fajnego. A jak chociaż raz przyjdziemy na czas są takie nudy ...
- Albo kartkówka - wyszczerzył się zadowolony z niewiadomych przyczyn Yellobird.
-Następnym razem się nie spóźniajcie to nie ominą was takie ekscesy - Chłopcy jak na komendę odwrócili się.
-  A ty to kto ? - zapytał lekko zirytowany Iwan
- Tanganika Perssen- Szatynka uśmiechnęła się ironicznie- Chodzę z wami na zajęcia od jakiegoś roku i serio...-zapytała z ironią - Zauważyliście mnie dopiero teraz ?
- Wybacz szalona kocico, ale nie interesujemy się laskami które spędzają więcej czasu na  polowaniach niz my - Iwan posłał jej jeden z tych chamskich i wrednych uśmieszków , którymi raczył obdarzać ludzi, co nie sprawili na nim pozytywnego wrażania.

- Czyli jednak mnie znacie - spostrzegła dziewczyna przeszywając na wpół dowcipnisia i zbijając go nieco z tropu.
- To ty jesteś dziewczyną ? - Zapytał wrednie. Nie lubił jej. Ta dziewczyna wzbudzała w nim irytację , pomimo tego że znał ją zalewie parę minut. Był typem, który nie cierpiał dziewczyn mądrzejszych od siebie. Uważał od zawsze, że kobiety powinny być delikatne i bezbronne. ,,Nimi się trzeba opiekować "-zwykł mawiać, a taka Tanganika nie potrzebuje ochrony. Sama potrafi o siebie zadbać, świetnie poluje i pływa. Urodzona wojowniczka. Przy takiej kobiecie ego mężczyzny mogło by sporo ucierpieć. A on wolał nie ryzykować poniżeniu.  Dlatego strategicznie zastosował w stosunku do tego bezbronnego stworzenia atak. Nie chciał wdawać się w dyskusję , ale że był człowiekiem kłótliwym   nawet mała sprzeczka sprawiała mu radość.
- Jesteś chamem. - Zrobiło się jej przykro. Nie spodziewała się takiego zagrania. Nie była jak większość studentek z Instytutu. Kochała polowanie i była typem wojowniczki, nie bala się pobrudzić rączek, i myślała że to raczej imponuje niż obrzydza ale jak widać myliła się.
- Taki mój urok- dokończył złośliwie blondas wyciągając swój tablet.
- Jesteś skończonym kretynem - Odezwał się do tej pory milczący Erkan. - I ty się dziwisz, że nikt cie nie chce skoro zachowujesz się jak dupek. - Przyjaciel spojrzał się na niego pytająco, ale nic już nie mówił nie mogło przejść mu przez myśl, że jego najlepszy kumpel go upomniał. Że stanął w obronie dziewczyny. Poczuł się urażony i zdradzony. - Nie przejmuj się tym palantem. Kocha się kłócić zwłaszcza z płcią przeciwną.
- Dziękuję - Szepnęła Tanganika , która w geście wdzięczności zdobyła się na mały uśmiech chociaż do śmiechu jej wcale nie było. Chłopak popatrzał się na nią Jeszcze przez chwilę , po czym odwrócił się włączając laptopa i wysłuchując się  w wykład profesora.

  Tanganikę ogarnęło niesamowite zmęczenie pomieszane z zakłopotaniem i fascynacją? Fascynacja chłopakiem , który właśnie stanął w jej obronie przed irytującym kumplem? Myśli kołatały jej w głowie, nikt jeszcze jej tak wytrwale nie pocieszał. Mimo że to wszystko trwało ułamki sekund jej zdało się, że mijają wieki. Zmęczona z powodu braku snu w nocy osunęła się niezgrabnie na ławkę zamykając dwukolorowe oczy. Nawet ni zorientowała się kiedy zasnęła.




niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 2. Kim jest ta dziewczyna ?


                                                                    Nowy Jork ,rok 2014

  Ktoś by pomyślał że jestem słaba. Że nie mam siły aby walczyć. No tak kobiety to słaba płeć. My tylko do garów i cerowania dziurawych skarpetek się nadajemy. Pff faceci myślą , że jesteśmy niewolnicami we własnym domu. A tak naprawdę jeśli by nas nie było oni chodzili by głodni i brudni spać. Jasne , jasne kiedyś wszystkie się zbuntujemy i ogłosimy protest! Koniec , skończy się to całe skakanie i uslugiwanie wokół zapracowanych mężusiów. Ale dobra skończmy z tym narzekaniem. Czas się przedstawić, jakby was interesowało jak mam na imię ... Dobra zaczynamy.
  Nazywam się Alexandra De Pardie mam 21 lat i jestem mieszkanką tej wielkiej metropolii zwanej potocznie Nowym Jorkiem. Ja to nazywam miastem snobów, ale kogo moja opinia interesuje. Pracuje tutaj - w biurze jako sekretarka największego samozwańczego bossa na Wschodnim wybrzeżu USA. A czym on się dokładniej zajmuje ? Telekomunikacją rzecz jasna. Ma parę firm a jego główna baza znajduje się tu. Dokładnie za tymi drzwiami, na które właśnie patrzę. Pozłacane w greckie wzory. Kosztowały majątek , ale jego stać. Najciekawsze jest to ...
- Alexa kawa dla szefa - Anna jak zwykle czasowa - Tylko żeby nie była zbyt słodka - uśmiechnęła się do mnie tak słodko , że aż mnie zemdliło. Anna Fretcher to prawa ręka Wildena. Wszystko za niego robi. Bez niej ta firma dawno by już legła w gruzach. Faceci... baby odwalają dzieżką pracę , a oni i tak naszywają na to swoją łatkę. To niesprawiedliwe.  Zwlekłam się powoli z krzesła i niechętnie poszłam zrobić kawke dla szefunia. O mało ja nie wylałam bo jakiś kretyn o mało na mnie nie wpadł. Pup Puk! Zapukałam po czym pewnym krokiem weszłam do gabinetu Marca Wildena.
 - Dzień dobry , kawa dla pana- Powiedziałam , kładąc filiżankę na jego mahoniowym biurku. ten osioł nawet się na mnie nie spojrzał , zajęty gadaniem przez telefon całkowicie wyłączył się ze świata. Zapewne dyskutował ze swoją dziewczyną -supermodelką Rosalie. Większej francy nie mógł sobie znaleźć. Ach tak fałszywej osobistości nigdy jeszcze nie spotkałam.  Panna Rosalie van Delon jest usposobieniem diabła. Utleniane blond kosmyki włosów. Naturalne futra, drogie buty i biżuteria od najlepszych projektantów. Ubrania szyte na miarę. Celebrytka pełną parą. Nie to co ja . Zwykła prosta dziewczyna która musi zadowolić się marną pensją.  Wróciłam do swojego biurka i zajęłam się swoimi sprawami. -Ooo wyprzedaż w galerii - powiedziałam nieświadomie na głos - Szkoda że kończę dzisiaj o 17 mruknęłam niezadowolona przeciągając się jak kotka. - Nuda, nuda nuda . -oglądałam zdjęcia ubrać , niestety nic mnie jakoś specjalnie nie zaintrygowało.
- Oczywiście że nie jestem umówiona! Jestem jego narzeczoną- usłyszałam ten znajomy , znienawidzony głos- Proszę ze mną nie dyskutować!- Aha. Zaczyna  się , coś mi się wydaje że szefuniowi się oberwie.
- Jest Marc ?- zapytała blondyna wpadając bez żadnego przywitania
- Dzień dobry panno Delon- uśmiechnęłam się słodko. Ktoś tą landrynę powinien nauczyć pokory. A jeśli nie zrobili tego w dzieciństwie jej rodzice zrobię to ja.
- Eee dobry - zakłopotała się- Jest Marc ?- ponowiła pytanie
- Tak proszę pani. Rozmawiał przez telefon jak parę minut temu zaniosłam mu kawy , teraz z pewnością jest już...- nie dane było mi dokończyć bo Rosalie właśnie w tym momencie wparowała do gabinetu zatrzaskując za sobą drzwi.
- Robi się ciekawie - mruknęłam siadając
Zza ściany słychać było rozmowę. Jeśli rozmową można nazwać  przekrzykiwanie się nawzajem...

 - Myślałeś że się nie dowiem ?!
- Kochanie wyjaśnię Ci - Marc był wyraźnie przestraszony , a  zarazem skruszony.
- Masz romans! Zdradziłeś mnie! Nigdy ci tego nie wybaczę. - Romans ?! Z kim czyżby światowej slawy modelka nie wystarczała już naszemu szalonemu playboyowi ?
- To nie tak. My tylko parę razy się spotkaliśmy.
- Spotkaliście ? - głos dziewczyny pracodawcy złagodniał ale tylko na chwile. Po niespełna minucie usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła - To koniec rozumiesz ?! Z nami koniec-Wybiegła z gabinetu, wyraźnie wkurzona . Po policzkach płynęły jej łzy włosy miała w nieładzie. Wpadła na asystentkę Annę
- Ty!- krzyknęła do kobiety- Ty , ty mała ... Zapłacisz mi za to! Uwieść zajętego męźczyznę dla własnych potrzeb.
- Ja , ja nie wiem o czym pani mówi.- Wykrztusiła przerażona Fretcher.
- Nie wiesz ?! Oj tak na pewno - Rosalie językiem diabła i sarkazmu potrafiła wbić w podłogę każdego- Zapłacisz mi za to- wyszeptała jej wprost do ucha. Wybiegła zostawiając nas we dwie. Spojrzałam na Ankę pytająco , ale ona tylko mi oschle rzuciła - Idź do domu. Masz wolne na dziś.
  Szybko zabrałam swoje rzeczy i dałam sie do windy. Zaczęłam wszystko na spokojnie układać sobie w głowie ostatnie wydarzenia. Ciekawe mój szef ma romans ze swoją asystentką . Ani ona jakoś specjalnie nie ładna , inteligentka ? Tak z pewnością , ale żeby zostawić taką laskę jak Roslalie ?  Nie cierpię jej ale w tym momencie jest mi jej po prostu szkoda. Wiem jakie to uczucie jak facet cię zdradza.. sama tego doświadczyłam niecały miesiąc temu. Najlepsza przyjaciółka i narzeczony... Łza zakręciła mi się w oku. To boli strasznie boli. Nie wiem jak takie rozstania przezywają sławni i bogaci , ale myślę że oni też mają uczucia i tak samo to odczuwają.
    Wyszłam z windy i kierując się drzwi rozmyślałam o Ianie. Bylibyśmy już po ślubie jeśli do takowego by doszło, ale z tego wszystkiego dobrze że dowiedziałam się romansie jego i Melanie przed tym wydarzeniem.
Idąc przed siebie nie oglądałam się ani przed siebie ani za siebie...
- Ałła ! - wpadłam na jakiegoś rowerzystę , który w zderzeniu ze mną upadł na chodnik
-Strasznie panią przepraszam - zaczął się tłumaczyć podnosząc mnie z betonu . - Boli coś panią ?
- Nie , tylko trochę noga - spojrzałam się na niego , a on na mnie . Dopiero teraz dostrzegłam jego piękne brązowe oczy
- O kurde - zaraz?! ja to powiedział na głos ?!
- Eee nie rozumiem - uśmiechnął się słodko. O jejku jaki uśmiech ! Moje wszystkie zmysły wariowały . Zaraz opanuj się ! Alexa zapomniałaś że dopiero facet Cię rzucił ? No właśnie.
- Nie nic - szybko wstałam - Musze lecieć - podniosłam leżącą na ziemi torebkę i szybko wskoczyłam do taksówki , która właśnie podjechała - Brooklyn szybko - prawie krzyknęłam. Spojrzałam się jeszcze raz na chłopaka , który sprawił że na chwile odleciałam z tego świata , po czym nadzwyczajnie w świecie odjechałam...

   - Kim jest ta dziewczyna ?- zapytał chłopak stojącego obok gościa w garniturze - zapewne ochroniarza tego obiektu przy którym właśnie się znajdował . Mężczyzna pokręcił głową w odpowiedzi ,,Nie wiem"
Kim ona jest ... - to pytanie chodziło mu po głowie ,ale ponieważ nic nie mógł zrobić wsiadł na rower i odjechał tak samo jak zrobiła to tajemnicza nieznajoma ..
    

Rozdział 1. Dobry początek.


                                                                                       Galdeneon.




  Noc . Zimna ,mglista i niezwykle tajemnicza. Gwiazd na niebie w ogóle nie widać gdyż przykrywają je grube ,ciężkie chmury. Wiatr co jakiś czas zrywa się pospiesznie jak zając ,który właśnie dojrzał lisa i próbuje uciec. Potem ustaje i ponownie zapada głucha cisza. Od czasu do czasu jakieś straszne ptaszysko przeleci drąc się  w niebo głosy, ale nikt nie zwraca na to uwagi. Nikt oprócz Erkana ,który właśnie przypatruje się uważnie temu dziwnemu latającemu stworkowi celując do niego  z łączni. Jeden wystrzał i ptak leży martwy na bogato zdobionej posadzce.- Idealna kolacja – uśmiecha się pod nosem młody chłopak. Wie dobrze że jeśli nie upolował by tego nieszczęsnego zwierzęcia ,chodził by głodny. Otóż to , w miejscu gdzie żyje Erkan Hodder nie łatwo jest o przetrwanie. Walka i zabijanie nawet niewinnych jest tutaj codziennością.
- No ładnie Hodder  – zza filara młody myśliwy usłyszał znajomy głos. Odwrócił się ale w tym mroku nie był w stanie nic dojrzeć -  Myślałem że będziesz głodować , a tu proszę pierwszego dnia próby ty już łamiesz wszelkie zasady. Ciekaw jestem co Gabron gdy się dowie o twoim postępku.
-  Ivan Yellobird dlaczego twoje nogi zawsze prowadzą cię tam gdzie nie powinieneś być ? A no tak to ta twoja wścibska natura. – chłopcy podeszli do siebie bliżej mierząc się wzrokiem od góry do dołu. Po chwili uporczywego wpatrywania sobie w czy parsknęli śmiechem. – Oj drogi przyjacielu ty zawsze wiesz gdzie mnie szukać- Byli przyjaciółmi od początku pobytu Erkana w Instytucie Doldenika.  Ich pierwsze spotkanie miało nietypowy charakter bowiem Ivan wciągnął nowicjusza w swój jak zwykle szalony plan , nieświadomy niczego ,,nowy” z łatwością dał się nabrać na sztuczkę bardziej doświadczonego kolegi i razem wylądowali w gabinecie profesora wszystkich profesorów- Gabrona Odicjusza . Od tego momentu minęło już sporo czasu… Pięć  a może siedem lat . Któż to wie , w tym miejscu czas płynie wolniej i żaden zegarek nie jest wstanie określić prawdziwej pory. Instytut był miejscem niezwykłym. Chociaż panowały w nim ostre zasady , których nie wolno było łamać wszyscy go kochali. Niejeden marzył aby uczęszczać na zajęcia najlepszych profesorów, nie wszyscy niestety mogli spełnić takie zachcianki. Ta szkoła (jeśli szkoła można nazwać miejsce , w którym się torturuje uczniów i wyzywa na pojedynki na śmierć i życie w zamian lekcji) – podzielona była na trzy ugrupowania . Pierwsze z nich to grupa nowicjuszy czyli osób które zaczynają dopiero się szkolić w tym miejscu.  Są oni najsłabsi nie potrafią opanować swoich mocy i nie wiedzą jak się nimi posługiwać. Ponieważ niebezpieczeństwo czyha na nich z każdej strony są objęci ochroną. Nauka w pierwszej kategorii trwa 3 lata w zależności od nabytych przez uczestnika umiejętności.  Kolejna  druga grupa nosi nazwę ,,  zaawansowani „ Jej uczniami są osoby które ukończyły grupę nowicjuszy. Tu także nauka trwa 3 lata , ale rzadko kto dożywa drugiego roku. Mentorzy organizują pojedynki ,,mocy” na których giną słabsi. Przypomina to trochę swego rodzaju igrzyska ale są one bardziej brutalne. Ostatnia a zarazem najtrudniejsza grypa trzecia – Wybranych. Tutaj są najlepsi z najlepszych. Nikt o przeciętnych zdolnościach nie ma prawa bytu tam . Każdego dnia  studenci są poddawani ogromnej próbie i presji ze strony mentorów, aby przekonać się który jest najsilniejszy i najlepszy z całego instytutu.
  Próbą tego tygodnia było głodowanie. Wszyscy siedzą że złamanie zasad grozi ogromnymi konsekwencjami , nikt nie odważy się sprzeciwić panującym w tym miejscu zasadą . Nie dotyczy to Erkana Hoddera. Ten młody człowiek ma bardzo ciekawy charakter czym niepokoi mentorów. Przebiegłość  plus inteligencja dają mu ogromną przewagę nad innymi. Jest niezwykle sprawny fizycznie .  Potrafi skakać na odległość parunastu metrów oraz co może niektórych zdziwi umie latać . Opanował tę sztukę do perfekcji. Szybowanie pośród chmur działa na niego odprężająco.  Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny ma nieprzeciętną urodę. Ciemne włosy , które są niemal zawsze w artystycznym nieładzie dodają mu uroku. Złoto granatowa gwiazdka na lewym oku oznacza zwycięstwo po pierwszej stoczonej walce. Na plecach namalowany ma wielki  tatuaż . Jego znaczenia nikomu nie chce zdradzić . Co czyni Erkana wyjątkowym ? Odpowiedź jest prosta .  Przeciętny uczeń instytutu klasy trzeciej posiada od 2 do góra 3 zdolności nadprzyrodzonych. On jest inny. Posiada 4 moce , które rosnąc z siłą z dnia na dzień. Pierwsza z nich to telekineza.  Potrafi z dużej odległości przesuwać , sprawiać że jakaś rzecz się przemieści. Pierwszy raz ta zdolność ukazała się na pierwszym roku nauki. Było to na lekcji Profesora Fryderyka  , wszyscy z jego roku opamiętają jak pod wpływem chwili przesunął regal z książkami i niechcący przewalił na niczego nie świadomego belfra.  Ah była to afera stulecia. Starszy pan wściekł się , a piętnastoletni wtedy Erkan dostał zakaz wstępu na jego lekcje.  Druga moc jaką posiada to telepatia.  Tak to z pewnością mu bardzo ułatwia sprawę.  Czytając myśli profesorów bez problemu zdaje każdy egzamin.  Wiele mu ma to za złe ale on się tym nie przejmuję. Dzięki tej ciekawej umiejętności w drugim roku odkrył , że niejaka Kali się w nim kocha. Dziewczyna ta była niebrzydka , ale raczej nie w typie naszego młodego łowcy.  Trzecia noc to wcześniej wspomniane fruwanie, latanie. Czwarta i najbardziej zaskakująca noc jaką posiada Hodder to przemieszczanie się w czasoprzestrzeni. Umie wracać do przyszłości, a także udać się do przyszłości.  Ma to jednak wadę. Korzystając z tej umiejętności pochłania niewyobrażalną energię , która sprawia że traci siły. Zbyt długie maszerowanie w czasie może okazać się w skutkach nawet śmiertelne.  Dlatego ta umiejętność jest surowo zakazane przez instytut.
  Czy  Erkan jest chłopakiem niezwykłym? Z pewnością tak. Ale ile musi się jeszcze zdarzyć , żeby przekonał się po co tak naprawdę został powołany. Jego misja jest niebezpieczna i szalona.  Na razie to początek opowieści , w wkrótce pozna swoją prawdziwą osobowość i przeznaczenie, ale czy w spełnieniu danej obietnicy , nie przeszkodzi mu na przykład …miłość ?